Glagh? A co to za diabelstwo, i któren debil to wymyślił? O ile już sama idea "przelicznika" już wywołuje u mnie pewien sprzeciw, to jeszcze tak nieżyciowy już woła o pomstę do nieba! To wygląda jakby tam w ministerstwie edókacji znali tylko zależności liniowe, że nie wspomnę już o zupełnie idiotycznym fakcie że zapomnieli iż ISTNIEJE możliwość że uczeń jest wystarczająco dobry aby zdać poziom podstawowy, a niewystarczająco dobry aby zdać rozszerzony, a tylko przeliczył swoje siły. Ale nie, napisz poniżej 30 i koniec. Jest to tym bardziej kuriozalne, że "przelicznik" jest zwyczajnym, zaokrąglonym f(x)=40+(x-30)*6/7 (przy okazji to śmiać mi się chce że musiałem ten wzór sobie wyliczać, pomimo faktu że na przykład "Wyborcza" strzeliła cały akapit na temat "jak to działa". Cały cholerny akapit na temat "jak działa to właściwie to podstawianie do tego no wzoru", nie podając wzoru, aby najwyraźniej nie straszyć czytelników co tylko podstawówki w życiu pokończyli

), czyli jak w mordę strzelił granicą zdawalności powinno być 19 punktów, a nie 30. Najwyraźniej jaśnie oświecony Minister Edókacji nie wierzy w liczby z przedziału (30,40), i stąd taka decyzja.
Ale serio, 40+(x-30)*6/7? PIĘĆ różnych lepszych zależności znalazłem tuż po przeczytaniu artykułu. PIĘĆ! Zależność logarytmiczna, pierwiastkowa, wielomianowa (ta może nie jest taka wspaniała, ale musiałbym zobaczyć co by wyszło po wyliczeniu), przybliżanie funkcjami liniowymi na odcinkach, i jeszcze jedną która w tej chwili mi wyleciała z głowy. Taka kretyńska zależność liniowa, ignorująca w dodatku prawdziwe stosunki podst/rozsz, to byłaby wybaczalna jako ćwiczenie w pierwszej gimnazjum ("ok, 30 żeby zdali, a reszta to tak proporcjonalnie, nie? I śmiga. Och, i zacznijmy od 40 punktów, bo wiadomo że musi być więcej, bo to trudniejsze, ale nie od 75, które było przeciętną naprawdę, bo to tak na oko na za dużo wygląda"), ale jako wzór decydujący o przyszłości całego rocznika, produkt z samej góry? ŻENADA!
Osobiście bym jednak rzekł, że jest jeszcze nadzieja w samych uczelniach. Pamiętacie sławetną Amnestię Maturalną z zeszłego roku? Uczelnie zareagowały "z amnestii nie przyjmujemy" i nic nikt na to nie mógł zrobić. Obstawiam więc że i w tym roku uczelnie zareagują stosując przy liczeniu punktów rekrutacyjnych swoje własne przeliczniki i na tym się skończy kolejny kaskaderski numer Romana Edókatora I Wielkiego.