Temat o początkach warcraftowania? A, co mi tam, skrobnę coś ciekawego (albo i nie - jedyne czego jestem w tej chwili pewien to to, że będzie diabelnie długie

). Siądźcie więc w kółko i posłuchajcię poruszającej historii o noobku który został modem
Cóż, technicznie rzecz ujmując to ja grałem już w warcrafta od czasu warcrafta:O&H, ale podkreślam tutaj słowo "technicznie". Wyglądało to tak że gdy dostałem pierwszego PC`ta przyszedł do mnie syn mojego ojca chrzestnego i pożyczył płytę wypełnioną grami (a jak wiadomo to były czasy gdy gra zajmująca więcej jak dziesięć MB już mogła być uznawana za wielką, więc było tego tam całkiem sporo). Wśród nich był war1. Zainstalowałem, odpaliłem i co widzę? Jakieś ludziki sobie stoją wśród budyneczków. Fajnie. Ludzikami można kierować po klinięciu. Jeszcze fajniej. Spośród stojących tam ludzików jeden miał inny portret niż pozostali - chyba jakiś potężny dowódca, nie? No właśnie nie, bo chłop, ale kto by się tam przejmował detalami - idziemy na zwiady

. Chłop poszedł dzielnie, choć diabelnie powoli (gra była ustawiona na slow a mi, w tym czasie znajdującemu się na poziomie "Superfroga", zupełnie nie przyszło do głowy że może istnieć regulacja prędkości), na zachód, gdzie bohatersko poległ na polu chwały z rąk dziwnie szybko napotkanego grunta

. Bezbrzeżne zdziwienie wywołane takim obrotem sprawy sprawiło że grę szybko wyłączyłem i o niej zapomniałem do czasu gdy grając kiedyś w warcrafta 2 pomyślałem sobie "Zaraz, zaraz. To jest warcraft
2! Czyli musiał być jeszcze warcraft 1! I co lepsze chyba nawet go gdzieś mam na dysku!"
Mój pierwszy kontakt z Warem2 z kolei to było dołączone do jakiejśtam gazety demko zawierające trzy misje ludzi i trzy misje orków (u obu stron "zbuduj 4 farmy i koszary", budowa 4 platform wiertniczych i jedna misja niespotykana w kampanii o smaku "rozwal wszystko co nie twoje"), które to zagrywałem na śmierć stosując "oryginalne" metody rozgrywki (np. najpierw wydobywałem całą kopalnie złota dwoma otrzymanymi na początku chłopami i dopiero potem się rozbudowywałem aby nie marnować surowców). To były czasy

. Krótko potem dostałem wara 2, od razu z dodatkiem "Beyond the Dark Portal", od którego zacząłem grę, i w który szybko grać skończyłem widząc że LEDWIE mogę przejść pierwszą misję

. Podstawowa kampania sprawiała mniej problemów, choć również odchodziły przy niej niezłe akcje, jak na przykład mój kuzyn rozrysowujący plany ataku w szóstej misji ludzi

. Oczywiście byłem wtedy całkowicie przekonany że paladyn > ogr, bo paladyn może leczyć, a ogr ma zamiast tego tylko to trudne do rzucania, szybko schodzące i nie wiadomo nawet co robiące coś co daje czerwoną kropelkę obok jednostki

. Ostatecznie jednak się zaciąłem, ale wtedy TADA! Dostałem książeczkę z kodami i poradami do 300 gier (nawet ciągle ją mam na pamiątkę), w tym do wara 2. Książeczka oczywiście była bardzo profesjonalnym wydaniem, tak bardzo profesjonalnym że nawet nie chiała się zniżać do sprawdzania tego co piszą i sławetne "it is a good day to die" w książeczce brzmiało "
its a good day to die", no i jeszcze była sprawa "gli
tering prizes". Grunt jednak że "make it so", "on screen", "every little thing she does" i "deck me out" działały, więc można było trochę porządzić. Z moimi jednak umiejętnościami w języku angielskim jakie wtedy posiadałem sporo musiałem się namęczyć zanim doszedłem do tego dlaczego po każdej misji przyznają mi rangę "gepard"

. Dość przypadkowo odkryłem w tamtym czasie dwie opcje - custom scenario i edytor map. Edytor map miał opcję tworzenia graczy rescuable. Jakie się przedemną otworzyły możliwości! Mogłem grać dwoma rasami na raz! Mogłem robić walczących na odległość footmanów, hiperpotężnych chłopów, a nawet nadających się do czegoś magów (bo to całe ich rzucanie czarów, o ile nie był to polymorph, to było za dużo klikania

). Pełen wypas! Możliwości które dawał edytor, a także uświadomienie sobie wreszcie że "cheater"=!"cheetah" sprawiły że odsunąłem się nieco od używania kodów. Ciągle jednak pozostawałem w całkowitym n00bstwie - co powinno być o tyle zrozumiałe że nie miałem dostępu do internetu aby z kimś się poćwiczyć, tudzież popatrzyć na jakieś poradniki (jedyny jaki miałem również był z jakiejś płyty dołączonej do jakiejś gazety i nie wspominał nic o wall-inach, technikach lustowania itp., natomiast bardzo dużo uwagi poswięcał jakże istotnym sprawom typu dobrego rozstawienia grupy łuczników przy walce ze smokiem

). Cóż... Przynajmniej już wtedy doszedłem do tego że all-air to niekoniecznie jest dobra metoda rozgrywki, co wielu osobom na BN w czasach wielkiego boomu z CDA przychodziło dość ciężko

.
Potem był Starcraft który sprawił że o warze 2 prawie całkowicie zapomniałem (wyjście War2BNE mnie zupełnie nie ruszyło, jako że recenzent napisał że jest to po prostu ciągle ten sam war2, tyle że po prostu pod windowsa [żadna różnica] i dający możliwość gry przez BN [co to w ogóle jest? ...a, słyszałem coś o tym przy okazji Diablo. Meh, i tak nie mam internetu]).
Potem, zupełnie znikąd, pojawiła mi się w gazecie zapowiedź Warcrafta 3. Przypomniawszy sobie dobre chwile z warcraftem 2 wróciłem do niego i przeszedłem podstawową kampanię, tym razem bez żadnych kodów. Pierwsza misja BtDP również była już łatwa i przyjemna (co było dalej pominę milczeniem

). Jako że był to, zdaje się, czas wychodzenia dodatków do RA1 znów zarzuciłem grę w warcrafta.
A potem trach! Wyszedł wreszcie legendarny warcraft 3, wydarzenie które zdeklasować byłoby w stanie jedynie wyjście Duke Nukem Forever ("DN in Production Forever" chyba to powinno być)! Reklamy w każdej gazecie! Prawie wszędzie recenzje w okolicach 9/10! Trzeba to mieć! I zaraz miałem... Może nie oryginalną wersję, ale i tak ze względu na swoje wspaniałe łącze z jeszcze wspanialszymi płatnościami nie planowałem grać po sieci. Gra była rzeczywiście bardzo dobra, zwłaszcza jak się dorzuciło dużą ilość bardzo ciekawych rzeczy stworzonych przez graczy (
tutaj było moje główne ich źródło), ale nie była w stanie przykuć mojego zainteresowania w takim stopniu i na tak długo jak się to udało części 2. Nawet "zdobycie" TFT niewiele w tym pomogło. Czasy warcraftowania chyliły się u mnie ku końcowi...
...ALE! Pewna gazeta (tudzież "czasopismo" jak redakcja lubi ludziom bez przerwy przypominać) postanowiła ostro zabalować z okazji wydania swojego setnego numeru i dołączyła w tymże numerze dwie świetne gry - Deus Ex i właśnie WarCrafta2BNE. Kierując się jakże głębokim motywem "a co mi tam - kupuję" nabyłem ową gazetę. Po dotarciu do domu uznałem że nie odstawię oczywistego noobstwa i nie wejdę od razu na BN, tylko najpierw co nieco się o graniu w toto dowiem. Przedarłem się przez wszystko co było dostępne, a
Warcraft II Strategy i
The Warcraft Occult w szczególności. Można więc powiedzieć że jak na noobka dopiero co szykującego się do pierwszej potyczki na BN byłem całkiem nieźle przygotowany (LATA doświadczenia w różnego rodzaju RTS`ach, sporo doświadczenia w grze SP w wara i niezłe obeznanie z jednostkami [taa, twierdzę że coś jednak wyniosłem z tamtych wczesnych i wyjątkowo noobiarskich czasów

], a także wcale niemało wiedzy teoretycznej). Nie przeszkodziło mi to wprawdzie w przegraniu pierwszego meczu (2vs2 ze wszystkimi graczami rozdzielonymi lasem - mój błąd był prosty. Za dużo gryfów, za mało magów), ale szybko doszedłem do wcale niezłej statystyki 10/2 (i, zdaje się, ciągle miałem ten stosunek win/loss utrzymany w momencie gdy już praktycznie przestałem się pokazywać na BN). W okolicach dwudziestego zwycięstwa wróciłem do kampanii. Plansze leciały tak że nawet nie zauważałem kiedy. W obu rasach. Również w dodatku. Byłem szczerze zdziwiony jakim cudem w ogóle kiedyś miałem z tym problem

. Koło trzydziestego wina znalazłem to forum. Z tydzień bawiłem się w lurkera, potem zacząłem tutaj pisać. Zostałem zauważony przez yca gdy poszukiwał moda - za pierwszym razem odmówiłem. W późniejszych poszukiwaniach zwrócił się do userów i naprawdę sporo mnie na to stanowisko proponowało. Jako że moje wyobrażenie idealnej moderacji uosabia forum znajdujące się na
http://www.rpgcodex.com, a tutaj działające tam reguły z pewnością by się nie przyjęły, dalej się wzbraniałem. Tyle że tym razem yco zastosował metodę "Nie ma że boli" i stanowisko dostało mi się bez żadnego "tak" z mojej strony

. Ostatecznie już po tym się zgodziłem i zdaje mi się że wcale nieźle sobie tutaj radzę, skoro główne głosy "przecz z Zabujcą" wywodziły się od pewnego znanego nam wszystkim Trolla/Grunta
A swoją drogą, pamięta ktoś ten mój dość niedawny komentarz w
tym temacie?
Lord_Zabujca napisał(a):
A tak swoją drogą, tym razem bardziej na temat - to "Rage" w nicku tego nibydiscera (gdzie cień dowodu?) to jest tag klanowy? Jeśli tak, i jeśli jest to tag polskiego klanu który istnieje od więcej niż pół roku, to będę mógł wam powiedzieć coś zabawnego

Cóż, nigdy się wreszcie nie dowiedziałem się czy "Rage" to był tag klanowy czy nie, więc nie mogłem umieścić historyjki w kontekście, ale tutaj ona całkiem pasuje. Otóż w tamtych szalonych czasach gdy BN było pełne cdapstwa jak grzyby po deszczu wyskakiwały różnego rodzaju "klany" (z których część przekształcała sie wreszcie w coś, co można było nazwać klanem bez cudzysłowi - wtedy jednak była to rzadkość). Jeden gość którego poznałem na BN (się Ogre zwał) postanowił że koniecznie założyć ze mną klan. Nie widziałem zupełnie, ale to zupełnie w tym sensu, ale żeby dał mi wreszcie święty spokój zrobiłem mu listę trzydziestu nienajgorszych nazw żeby sobie coś wybrał i żebyśmy mogli ustalić ostateczną nazwę. I tak oto zostałem założycielem klanu "Rage" którego członkowie mieli nicki w formie "RageNick"

. Dalej nie widziałem celu istnienia klanu, ale zalogowałem się jako RageLrdZabujca (:lol:

- a swoją drogą to być może ten nick jeszcze istnieje. Blizzard niby ma prawo czyścić nicki nieużywane przez dłużej niż 3 miesiące, no ale Blizzard miał również czyścić laddery, a tego jakoś ciągle nie widziałem) i złupawszy pewnych dwóch gości w 2vs1 (w czasach gdy 90% graczy na BN było zielonych [o wiele przy tym bardziej niż ja - bo ja miałem wtedy wszystko dokładnie tak jak teraz. Mnóstwo wiedzy, dość praktyki żeby umieć jej użyć ale za mało "wdrożenia" żeby jednak naprawdę dobrze to robić] zdarzało mi się również skutecznie grać 3vs1) włączyłem wizję, nauczyłem paru sztuczek i, jako że mimo wszystko zobaczyłem tam pewien potencjał, zaprosiłem do klanu (i przynajmniej jeden z nich ciągle nam tu uczęszcza na forum, więc jak sobie przypomni to może potwierdzić). Gdy jednak następnego dnia zobaczyłem klan w akcji opamiętałem się i szybko nawiałem, wracając do swojego starego, dobrego nicku Lord_Zabujca i całkowicie rezygnując z wszelkiego klanowania (WD swego czasu próbowali mnie wciągnąć, ale się nie dałem

). Co ciekawe, klan Rage przetrwał taki numer i pomimo warunków powstania (cdapclan, połowa szefostwa zwiewa już drugiego dnia istnienia) zdaje się nadal działa (a przynajmniej działał kiedy ostatnio byłem na dłużej na BN). Dlatego właśnie tak mnie ciekawiło czy u "Ragethunder" "Rage" to tag klanowy - to w końcu byłby członek klanu który sam założyłem
Uff... To ciągle nie jest wszystko co miałem do napisania, ale chyba wystarczy. W tej chwili powinno być już chyba jasne dlaczego nie chciało mi się odpisać na ten temat od razu po założeniu

. W ogóle nie wiem nawet komu będzie się chciało to wszystko czytać - jak komuś się uda, niech podniesie łapę
