Rasy w standardowym fantasy są już oklepane do znudzenia. Wszyscy wiedzą co to elf i krasnolud, wiedzą że toto się nie lubi, wiedzą że orkowie są brzydcy, dzicy i zieloni i na pewno mają jakieś konszachty z demonami. Wiedzą też że ludzie stanowią dominującą rasę która kompletnie w niczym się nie wybija nad przeciętność, ale która za to na pewno prowadziła w przeszłości jakieś krwawe wojny, ale potem zapadła się w długi czas pokoju, DO NIEDAWNA zanim rozpoczęła się akcja gry/książki/kampanii/filmu. Nuda.
Naprawdę rzadko da się spotkać jakąś oryginalną, ale nie do granic sztuczności rasę. W zasadzie jedynym takim przykładem jaki mogę podać z ostatniego czasu są orkowie z Warhammera 40000 - ale to już zupełnie inna dyskusja.
Cytuj:
Ale to prawda ze lekko z tymi elfami tam przesadzil.
Pewnie że przesadził! Jak raz grałem w kampanię RPG udało mi się przekonać dość mało doświadczonego mistrza gry żeby dał mi możliwość zagrania elfem według modelu Tolkienowskiego. W czasie gry powołując się na Władcę Pierścieni w odpowiednich sytuacjach robiłem co mi się żywnie podobało - świetnie walczyłem wręcz, byłem wyjątkowo zręczny, miałem doskonałą kondychę, dar przekonywania, znakomicie czarowałem, świetnie widziałem i nie musiałem praktycznie w ogóle spać.
Jak to nie jest przepakowana postać, to pojęcie przepakowanej postaci trzeba zarezerwować wyłącznie dla pół-smoków
Cytuj:
[a na filmie to mi sie płakać ze śmiechu chciało]
tak wiec prosze mi Tolkiena jako argumentu nie podawać
Tolkien stanowi mimo wszystko niezłe źródło, bo na jego bazie powstała praktycznie cała współczesna fantasy. Nigdy cię nie zastanowiło dlaczego to wszystko takie podobne?
A w filmie (który był moim skromnym zdaniem zdecydowanie za wysoko oceniany) były dużo śmieszniejsze momenty. Kilka takich które wyłapałem i jeszcze pamiętam (rzymska liczba - część filmu):
1.I. W jaki sposób Pipin i Merry dołączyli się do Froda i Sama do wyprawy daleko za Shire? Wpadli na nich na polu i potem zapomnieli się odłączyć
2.I. Frodo tak szybko uciekał przed czarnym jeźdźcem biegnąc na tratwę że czasami aż czas się cofał i gdy już go jeździec miał dostać zaraz pojawiał się daleko za nim na szczycie wzgórza
3.II. Chyba najbardziej rozwalająca scena ze wszystkich - udana szarża jeźdźców na dziesięć tysięcy ustawionych w jeża pikinierów
4.II. Z Ithilien do Osgiliath i spowrotem, czyli dodatkowa droga jaką przebyli hobbici w filmie, a której nie było w książce, całkowicie rozwala wszelki sens rozpadu Drużyny na końcu części I
5.III. AD. przepakowanie elfów - w filmie zostało to posunięte do granic absurdu gdy Legolas sam jeden własnoręcznie zabija Olifanta wraz z załogą
